Legendy miejskie


Zadanie polega na ożywieniu lub wykreowaniu w lokalnym środowisku legendy miejskiej – wirusowo rozprzestrzeniającej się, sensacyjnej opowieści, która przybliży mieszkańcom ciekawe miejsce w okolicy, wybitną postać, ważne wydarzenie czy zjawisko.

I. Czym są legendy miejskie?

Są opowieści, które chętnie powtarzamy, choć wiemy, że raczej nie mają wiele wspólnego z prawdą. Zaczynają się od trywialnej plotki, nadinterpretacji faktów albo od zwykłego żartu. A potem lotem błyskawicy obiegają całą społeczność i trwają przez pokolenia, odświeżane i przypominane przy różnych okazjach. Po angielsku na takie opowieści mówi się urban legends. ‚Legendy miejskie’ to niezdarne polskie tłumaczenie – nie muszą bowiem mieć nic wspólnego z miastem.

II. Legendy miejskie dawniej i dziś

W minionych wiekach niektórzy wierzyli, że Żydzi porywają niemowlęta, by dokonać na nich rytualnego mordu, a utoczonej z nich krwi dodać dodać do wypieku macy. Nie ma oczywiście żadnego wiarygodnego dowodu na taką praktykę, ale przekonanie to było powszechne i tak poważnie traktowane, że utrwaliło się w wielu tekstach kultury, między innymi w poemacie Sebstiana Klonowica „Worek Judaszów” czy na obrazie Karola de Prevot w katedrze w Sandomierzu (dziś towarzyszy mu tablica, że przedstawiony na nim mord rytualny nie odpowiada prawdzie historycznej i byłby sprzeczny z zasadami judaizmu). Pamiątki tej i podobnych legend można do dziś odnaleźć w różnych częściach kraju. W Sierpcu (woj. mazowieckie) jeszcze w XX wieku stał wielki murowany słup z łacińskimi napisami, który Trybunał Koronny polecił gminie żydowskiej wystawić i przez sto lat utrzymywać w ramach pokuty za sprofanowanie hostii przez miejscowego Żyda Salomona.

W czasach PRL powtarzano opowieść o czarnym samochodzie marki wołga, który porywa ludzi z ludzi. Biorąc pod uwagę, że czarne wołgi były często używane jako służbowe pojazdy przedstawicieli władz, a za sprawą tychże władz ktoś czasem „znikał” trwale albo na jakiś czas – można sobie jakoś wytłumaczyć powstanie tej legendy.

Dziś popularne legendy miejskie często związane są z komunikacją drogową. W różnych częściach Polski powtarzana jest historia osoby, której samochód miała zatrzymać młoda kobieta, informując, że w pobliżu doszło do wypadku drogowego, a za siedzeniem kierowcy zaklinowało się niemowlę, które trzeba uratować. Kierowca miał później na miejsce wypadku i wskazać ratownikom dziecko, a przy samochodzie dostrzec pakowane do czarnego worka zwłoki tej samej kobiety, która wcześniej zatrzymała jego pojazd. Inna historia dotyczy osoby, która podróżuje autostopem i rozmawia z kierowcami na temat bezpieczeństwa w ruchu drogowym, a w pewnym momencie… znika. Potem kierowca od okolicznych mieszkańców ma się dowiedzieć, że jego pasażer wyglądał tak samo, jak pochodząca z pobliskiej miejscowości ofiara wypadku drogowego sprzed kilku lat.

Inną odmianą tej legendy jest historia o „duchu z tylnego siedzenia” (ang. backseat ghost”).

backseatghost

 

To zdjęcie ma potwierdzać prawdziwość opowieści o „duchu z tylnego siedzenia” – pewna Amerykanka miała odwiedzić grób swojej matki na cmentarzu, a wracając, ujrzeć ją siedzącą w samochodzie, za oczekującym wewnątrz mężem.

Pozostając w kręgu tematyki cmentarnej, wypada jeszcze przytoczyć historię panny młodej, która zmarła z powodu jadu trupiego, z którym miała kontakt wskutek zacięcia się zamka błyskawicznego w używanej sukni ślubnej.

Zupełnie innej dziedziny dotyczy historia tzw. „fałszywki z Villejuif”– sporządzonego na maszynie do pisania, od 30 lat przepisywanego, powielanego, kolportowanego spisu substancji rzekomo rakotwórczych lub w inny sposób drastycznie szkodliwych, wśród których znalazł się między innymi… kwasek cytrynowy.

Zapewne co najmniej jedną z powyższych legend zdarzyło wam się słyszeć chociaż raz. Nietrudno znaleźć ich wspólny mianownik. To historie opowiadane jak prawdziwe, zasłyszane rzekomo od znajomych lub „znajomych znajomych”, dotyczą spraw, z którymi słuchacz może mieć pewne skojarzenia, a przede wszystkim zawierają jakiś atrakcyjny element, który czyni je dobrym motywem do pogawędek i zapewnia szybkie rozprzestrzenienie się (może to być np. informacja sensacyjna, nieprzyzwoita czy dotycząca nadprzyrodzonego zjawiska, może związana ze sferą naszych pozaracjonalnych lęków czy fascynacji), ponadto zaś są na tyle powiązane z prawdziwymi, sprawdzalnymi informacjami, że nie da się ich z miejsca uznać za stuprocentowo niewiarygodne. Dzięki temu legendy miejskie są tak skuteczne i żywotne.

Zdarza się, że tego rodzaju opowieści są ściśle związane z lokalnym dziedzictwem kulturowym. Najpopularniejsze z nich dotyczą duchów pojawiających się w miejscowych zabytkach (który zamek nie ma swojej „białej damy”?), tajnego podziemnego przejścia, które z zupełnie niejasnych powodów miało łączyć dwa bardzo odległe miejsca w danej miejscowości, czy zatopionego w miejscowym jeziorze lub bagnie czołgu (niemieckiego, rzadziej radzieckiego, zupełnie wyjątkowo polskiego z kampanii wrześniowej). Nieco bardziej wyrafinowane opowieści dotyczą na przykład figurki Matki Boskiej, postawionej nad stawem po tym, jak utonęła w nim para zakochanych.

Legendy miejskie są świetnym nośnikiem przekazu i mogą być wykorzystane jako narzędzie do popularyzowania lokalnego dziedzictwa.

III. Jak opracować dobrą legendę miejską?

  1. Kreowanie nowej legendy miejskiej od podstaw to ostateczność. Przede wszystkim trzeba zbadać zasób pamięci lokalnej społeczności. Jeśli natraficie na nikły nawet ślad, opowieści, która już zaistniała w świadomości mieszkańców – warto skupić się na jej ożywieniu. Zyskacie dzięki temu co najmniej dwie korzyści. Po pierwsze, pozostaniecie w łączności z lokalną tradycją, podtrzymując to, co już jest elementem miejscowego dziedzictwa. Po drugie, legenda miejska zbudowana na takiej podstawie będzie bardziej nośna – ludzie chętniej będą mówić o tym, co ktoś już kiedyś słyszał (i trudniej będzie im to odrzucić jako całkiem niewiarygodne).

  1. Legenda powinna być podana jako wiadomość prawdziwa albo co najmniej znana z tylu niezależnych źródeł, że „coś w niej musi być”. Tu po raz pierwszy pojawi się problem, jak pogodzić elementy mistyfikacji z wymaganą od harcerzy rzetelnością i prawdomównością. Każdy musi go sam rozstrzygnąć w swoim sumieniu. W mojej ocenie wariantem minimum jest opublikowanie po zakończeniu misji – na przykład w lokalnej prasie – szczegółowego wyjaśnienia, które elementy tej opowieści polegają na prawdzie, a które „są jej kontynuacją” – domysłem czy fikcją.

  1. Legenda miejska nie powinna się ograniczać do opisu zdarzeń z przeszłości. Powinna być powiązana z teraźniejszością. Sposób tego powiązania może być rozmaity. Podam tu dwa uproszczone przykłady. W przeszłości popełniono zbrodnię, a do dziś na miejscu można zobaczyć ślady krwi albo ukazuje się duch sprawcy czy ofiary. Albo w przeszłości ukryto skarb, a dziś ktoś węszą w tych stronach poszukiwacze albo spadkobierca dawnych właścicieli odzyskał majątek i przeszukuje okolicę.

  1. Legenda miejska musi wyglądać na opowieść znaną z trzeciej czy czwartej ręki, krążącą wcześniej wśród zwykłych ludzi – a zatem nie historyków czy pasjonatów historii. Musi być więc „wyprana” ze szczegółowych danych – dokładnych dat, precyzyjnych nazw, nazwisk, plastycznych opisów. Bardzo dobrze, jeśli jest podbudowana bogatym materiałem źródłowym, który potwierdzi jej elementy – ale jego analizę pozostawmy zainteresowanym, którzy zechcą ją weryfikować.

  1. Dobra legenda miejska nie może się dać z marszu skompromitować. Np. nie warto inwestować w opowieść o zatopionym czołgu z kampanii wrześniowej, jeśli wiadomo, że w okolicy naszej miejscowości nie toczyły się żadne walki, a najbliższy ustalony przez historyków szlak bojowy (czy trasa odwrotu) jakiejkolwiek formacji pancernej przebiega siedemdziesiąt kilometrów stąd. Nie trzeba być specjalnie dociekliwym, żeby taką historię odrzucić jako zupełnie niewiarygodną już w pierwszej rozmowie, być może nawet bez zaglądania do źródeł. Dobra legenda musi znajdować potwierdzenie w ustalonych faktach historycznych, najlepiej w różnych, niezależnych od siebie źródłach.

  1. Pamiętajcie, że tylko prawda jest ciekawa i rzeczywiście warta wysiłku, jakiego wymaga ta misja. Nie koncentrujcie się na przedstawianiu ludziom historii całkowicie (albo w większości) zmyślonej – bo nie będzie to miało żadnej wartości. Element sensacyjny, nadprzyrodzony, niewiarygodny, pikantny czasem musi być siłą rzeczy fikcyjny, ale ma być tylko dodatkiem czy niewielkim elementem składowym opowieści, która musi się opierać na prawdzie historycznej. Na przykład chcąc poprzez legendę miejską zwrócić mieszkańcom uwagę, że w ich miejscowości znajdują się ruiny ważnego niegdyś zamku, nie powinno się wymyślać opowieści, której jedyną prawdziwym elementem będzie zamek, a całą resztę – postacie, wydarzenia, związki z teraźniejszością – tworzymy od podstaw w oparciu o naszą wyobraźnię. Trzeba szukać w źródłach autentycznych motywów związanych z wybranym przez nas miejscem. Jeśli po przejrzeniu literatury i zapytaniu mądrych głów mamy pewność, że źródła dotyczące tego miejsca są tak ubogie, że musielibyśmy wszystko wymyślać od zera – warto pomyśleć o wyborze innego miejsca.

Odwołam się do przykładu miejscowości Sadłowo (pow. rypiński, woj. kujawsko- pomorskie) i przedstawię 3 możliwe scenariusze legend miejskich.

Scenariusz 1 – biała dama

Wieś Sadłowo wraz z zamkiem (wówczas w ruinie, dziś zaledwie fundamenty) w XVIII w. należała do męża Marianny z Łosiów Romockiej

PRAWDA

Marianna z Łosiów Romocka była bratową pra(pra, pra)dziadka bohaterów powstania warszawskiego – hm. Andrzeja Romockiego „Morro” i phm. Jana Romockiego „Bonawentury”.

PRAWDA

Marianna z Łosiów Romocka była szlachcianką-rozbójnicą. Sprawiła sobie męskie ubranie i wraz z grupą przyjaciół zaczęła rabować na gościńcu kupieckie karawany.

PRAWDA

Karierę zakończyła efektownym porwaniem kobiety z toruńskiego klasztoru benedyktynek i zgwałceniem. Trybunał Koronny skazał ją na śmierć przez ścięcie, a jej niecodzienną historię utrwalił na wieki w aktach sądowych. Choć większość przestępstw dokonała wspólnie z kochankiem, przed sądem stanął również jej zdradzony mąż jako… współodpowiedzialny za jej postępowanie.

PRAWDA

Jej duch podobno jest widywany w okolicach ruin zamku.

RACZEJ NIEPRAWDA

To niezły scenariusz. Są elementy nadzwyczajne (kobieta-rabuś, osoba skazana na śmierć za rozboje i gwałty protoplastką bohaterów narodowych), pikantne (zgwałcenie, zdradzony mąż odpowiadający przed sądem za grzechy żony i jej kochanka), wreszcie nadprzyrodzone (duch), jest powiązanie z teraźniejszością (ducha można zobaczyć nawet dzisiaj). A co najważniejsze, prawie wszystko w tej opowieści jest oparte na prawdzie, co można łatwo stwierdzić dzięki lekturze tekstu historyka Aleksandra Kraushara „Rozboje dziedziczki z Sadłowa. Sprawa gardłowa z czasów saskich”, będącego sprawozdaniem z lektury akt trybunalskich (w tej części nie przetrwały II wojny światowej). Wadą jest wątek ducha. Po pierwsze, choć bardzo chcemy wierzyć w duchy, to wychodzi nam to coraz słabiej. Po drugie, biała dama w ruinach zamku to motyw wyjątkowo mocno wyeksploatowany.

Scenariusz 2 – skarb w jeziorze

Wieś Sadłowo wraz z zamkiem (wówczas w ruinie, dziś zaledwie fundamenty) w XVIII w. należała do męża Marianny z Łosiów Romockiej

PRAWDA

Marianna z Łosiów Romocka była bratową pra(pra, pra)dziadka bohaterów powstania warszawskiego – hm. Andrzeja Romockiego „Morro” i phm. Jana Romockiego „Bonawentury”.

PRAWDA

Marianna z Łosiów Romocka była szlachcianką-rozbójnicą. Sprawiła sobie męskie ubranie i wraz z grupą przyjaciół zaczęła rabować na gościńcu kupieckie karawany.

PRAWDA

Karierę zakończyła efektownym porwaniem kobiety z toruńskiego klasztoru benedyktynek i zgwałceniem. Trybunał Koronny skazał ją na śmierć przez ścięcie, a jej niecodzienną historię utrwalił na wieki w aktach sądowych. Choć większość przestępstw dokonała wspólnie z kochankiem, przed sądem stanął również jej zdradzony mąż jako… współodpowiedzialny za jej postępowanie.

PRAWDA

Szlachcianka-rozbójnica zrabowane kosztowności gromadziła w zrujnowanym sadłowskim zamku.

NIESPRAWDZONE,

BARDZO MOŻLIWE

W chwili zagrożenia (może obawa przed aresztowaniem w celu wykonania wyroku, może wieści o zbliżających się wojskach szwedzkich uczestniczących w wojnie północnej) wywiozła zgromadzone w zamku skarby i utopiła je na płyciźnie w okolicznym jeziorze, żeby ktoś mógł je wydobyć w lepszym czasie.

NIESPRAWDZONE,

NIEWYKLUCZONE

Przez kilka kolejnych wakacyjnych sezonów w okolicznym jeziorze widziano płetwonurków.

PRAWDA

Płetwonurkowie poszukują zatopionych skarbów Marianny z Łosiów Romockiej.

NIESPRAWDZONE,MAŁO PRAWDOPODOBNE

Jedno z okolicznych jezior nosi nazwę Jezioro Czarownica, a kobietom, których zachowanie odbiegało od społecznej normy, przypisywano często paranie się czarami.

PRAWDA

Nazwa tego jeziora wzięła się od przekazu, że Marianna z Łosiów Romocka zatopiła w nim swoje łupy.

NIESPRAWDZONE,MAŁO PRAWDOPODOBNE

Scenariusz raczej słaby (wiele elementów niesprawdzonych), ale z potencjałem. Jego mocnym elementem jest motyw skarbu, który zarazem stanowi sensację (w wodach jeziora spoczywa skarb), wiąże opowieść z teraźniejszością (skarb spoczywa tam do dziś, można go znaleźć, być może warto szukać) i zawiera element potwierdzenia legendy (tego skarbu ktoś naprawdę szuka). W tym scenariuszu wiele zależy od postawy płetwonurków. Ich potwierdzenie, że szukają skarbu (albo przynajmniej zgrabne niezaprzeczenie) będzie wiele znaczyło.

Scenariusz 3 – najstarszy polski wiersz

Wieś Sadłowo wraz z zamkiem (wówczas w największym rozkwicie) w początkach XV wieku należała do starosty generalnego wielkopolskiego Tomasza z Węgleszyna, któremu przypadła jako posag jego żony, Anny Świnkówny.

PRAWDA

Tomasz z Węgleszyna utrzymywał jeden z najwspanialszych dworów ówczesnej Polski. Kwitła na nim kultura rycerska. Dworzaninem Tomasza z Węgleszyna był burgrabia poznański Przecław Słota.

PRAWDA

Przecław Słota jest autorem wiersza „O chlebowym stole” – najstarszego zachowanego świeckiego poematu w języku polskim.

BARDZO PRAWDOPODOBNE

(historycy literatury przypisują mu autorstwo wiersza, ale brak stuprocentowej pewności, „czy to TEN Słota”)

Wiersz „O chlebowym stole” powstał na dworze Tomasza z Węgleszyna.

BARDZO PRAWDOPODOBNE

Tomasz z Węgleszyna wraz ze swoimi dworzanami bywał w należącym do niego zamku w Sadłowie.

BARDZO PRAWDOPODOBNE

Najstarszy zachowany świecki poemat w języku polskim powstał na zamku w Sadłowie.

NIEWYKLUCZONE

Bardzo słaby scenariusz. Większość elementów tej historii, począwszy od kwestii autorstwa wiersza, opiera się na coraz słabiej umotywowanych przypuszczeniach. Co najważniejsze – tej opowieści brak powiązania z teraźniejszością. Ludzie mogą na nią zwrócić uwagę, nawet powtórzyć ją komuś i szczycić się końcowym wnioskiem, ale nie ma szans na wirusowe rozprzestrzenienie się.

IV. Jak rozpowszechnić legendę miejską?

Tu otwiera się pole dla naszej kreatywności. Podsunę zatem tylko kilka pomysłów.

Skutecznym sposobem, zwłaszcza w małych miejscowościach, jest prowadzenie wywiadów z mieszkańcami – wypytywanie ich o okoliczności związane z legendą. Pamiętajmy, że skoro legendę traktujemy jako wiadomość prawdziwą, nie powinniśmy pytać – znów uproszczony przykład – czy w okolicy można zobaczyć ducha, tylko np. kiedy można go zobaczyć (bo już wiemy, że można) albo kto go widział. Dobrze jest dotrzeć do osób, które maja rozległe znajomości albo słyną z tego, że roznoszenie plotek jest ich szczególną namiętnością.

Jednym z naszych działań może być publiczne (np. w mediach czy „przez ambonę”) przedstawienie głównego wątku legendy miejskiej jako przedmiotu naszego szczególnego zainteresowania czy amatorskiego projektu badawczego oraz zaproszenie członków lokalnej społeczności do podzielenia się z nami wszelkimi informacjami, materiałami itp.

Warto zadbać o to, żeby np. w lokalnej prasie ukazał się artykuł z odpowiednią wzmianką, na Youtube amatorski film, ogłoszenie na internetowym forum mieszkańców czy w serwisie społecznościowym, można prosić o uwzględnienie wybranych przez nas wątków w ekspozycji w miejscowym muzeum czy ośrodku kultury.

Maksymalna liczba punktów do zdobycia: 90

Sposób udokumentowania realizacji misji: relacja tekstowa (do 6000 znaków) + do 5 zdjęć + możliwość dołączenia linku do filmu opublikowanego w serwisie Youtube.